Takiej pary głównych bohaterów jak Chyłka i Zordon dawno nie było w literaturze gatunku. W zasadzie prawnicy mogliby występować w instrukcji obsługi pralki, a ich poczynania i tak śledziłoby się z zapartym tchem. Takie cuda tylko spod pióra Remigiusza Mroza.

 

W Immunitecie już po raz czwarty spotykamy pyskatą prawniczkę i wpatrzonego w nią aplikanta. Autor postawił na aktualną tematykę, wplątując w fabułę wątek Trybunału Konstytucyjnego. Otóż jeden z sędziów owego Trybunału, Sebastian Sendal, kolega Chyłki ze studenckich czasów, zostaje oskarżony o popełnienie morderstwa. Sendal utrzymuje jednak, że po pierwsze, nie znał ofiary, a po drugie, w czasie gdy ktoś w Krakowie pozbawiał życia rzeczonego mężczyznę, on sam przebywał w Warszawie.

immunitet

Sędziego chroni immunitet. Niewiele jednak brakuje do jego uchylenia. Chyłka podejmuje się obrony znajomego, nie będąc przekonaną, czy jest on winny, czy wręcz przeciwnie. Trudno zresztą cokolwiek wywnioskować z zachowania Sendala, który postępuje tak, jakby sam nie wiedział, czego tak naprawdę chce. Co takiego ukrywa nawet przed swoimi adwokatami?

Tropy poprowadzą Chyłkę i Zordona w rewiry, w które nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby się zapędzać – nielegalne walki psów. Tu muszę przyznać, że stopień okrucieństwa poruszonego tematu doprowadził do tego, że przerzucałam strony, sprawdzając tylko, czy wątek dobiegł już końca.

Chyłka walczy ze swoją chorobą alkoholową, której apogeum osiągnęła w poprzednim tomie pt. Rewizja. Mróz poważnie podszedł do tematu i nie pozwolił na to, by chlanie pani adwokat było tylko barwnym dodatkiem do jej osobowości. Ono faktycznie ją zżera, przeszkadza jej w wykonywaniu zawodu, a gdy już prawniczka zdecyduje się wrócić do trzeźwości, nie przychodzi jej to łatwo.

Niewątpliwie to właśnie za postać Joanny Chyłki czytelnicy uwielbiają serię prawniczych powieści Remigiusza Mroza. Ja zapisuję się do wiernego grona jej fanów! Chyłka uwodzi swoją bezczelnością, ciętym humorem, lojalnością, dobrym sercem skrywanym pod chropowatą powierzchownością i profesjonalizmem na sali sądowej. A Zordon rozkręca się z tomu na tom.

Pomiędzy parą protagonistów skrzy chemia. Mróz wyciągnął wnioski z dobrych seriali telewizyjnych, w których bohater dąży do celu, ale tak naprawdę nigdy nie może go osiągnąć, bo przecież, jak już zdobędzie to, na czym mu zależy, to co potem? W myśl tej zasady nie wróżę rychłego szczęścia osobistego Chyłce i Zordonowi.

Autor kreuje niejednoznaczne postacie, także te drugoplanowe. W jednej chwili możemy je nienawidzić, ale zaraz potem dowiadujemy się o nich czegoś, co każe nam zmienić zdanie.

Mróz, sam doktor nauk prawnych, podaje czytelnikowi fachową wiedzę w odpowiednich dawkach i na tyle przystępnie, by go nie znużyć. Powieści te nie są w żadnej mierze nudnymi zapisami potyczek sądowych – te pojawiają się tu, i owszem, ale wcale się nie dłużą, a do tego są poprzetykane scenami, w których Chyłka i Zordon zrzucają togi i ruszają do akcji. Wprawdzie piszę to z punktu widzenia prawniczego laika, jednak jestem przekonana, że jest tu o wiele mniej fabularnych nieprawdopodobieństw, które zdarzały się w serii o komisarzu Forście.

Ten zresztą czasem przewinie się gdzieś w tle. On albo inne postacie z cyklu tatrzańskiego. W Immunitecie autor zgrabnie połączył akcję z wydarzeniami znanymi z Trawersu , trzeciej części przygód zakopiańskiego gliniarza.

Mróz plastycznie pokazuje współczesną Warszawę, z jej korkami, wieżowcami, kawami na wynos, ale i z mniej reprezentacyjnymi zakątkami, w które wściubić nos może odważyć się tylko Chyłka.

Przepadam za powieściami Mroza między innymi ze względu na lekkość jego dialogów i żartobliwy ton potyczek słownych Chyłki i Zordona (które jako żywo przypominają rozmowy Forsta i Osicy). Przy okazji można wyłapać ulubione powiedzonka autora, które wkłada on w usta bohaterów wszystkich swoich powieści. Na „typową gówno prawdę” czy pytanie „w jakim ludzko pojętym celu?” można więc natknąć się tak w Warszawie, w Zakopanym, jak i wśród polskich lotników walczących w Wielkiej Brytanii w dywizjonie Lwowskich Puchaczy w Turkusowych szalach.

Czuję, że niedługo zaczną powstawać prace naukowe na temat fenomenu młodego autora kryminałów, który wkroczył z impetem na rynek wydawniczy i podbił go szturmem. Badacze będą sobie zadawać pytanie, jak można pisać tak szybko i jednocześnie tak dobrze. Dla nas – czytelników - to jest znakomita wiadomość, bo oznacza, że już niedługo dowiemy się, co nowego u Chyłki i Zordona. Czekam z niecierpliwością na kontynuację!

Marta Matyszczak

Remigiusz Mróz

Immunitet

Czwarta Strona

Poznań, 2016

644 s.